Ratowanie roślin przemarzniętych

Wspominaliśmy kilkakrotnie o nadzwyczajnej wrażliwości niektórych roślin na przemarznięcie, jak: buraków, kalarepy, kalafiorów, kapusty, pomidorów. Rośliny te za wyjątkiem ostatnich, jakkolwiek nie giną po przemarznięciu, to jednak tracą swą wartość jako rozsada, gdyż po przemarznięciu skłonne są do wyrastania w kwiat.

Hodowca roślin pod szkłem pomimo swej czujności na zmiany w atmosferze nie zawsze może je przewidzieć, szczególnie wczesną wiosną w marcu i kwietniu zmiany następują nagle, najczęściej od północy lub nad ranem przy wschodzie słońca.

W tym czasie, to jest w marcu i kwietniu, trzeba rośliny hartować przed wysadzeniem na grunt, a więc odkrywać z okien nawet na noc. Zdarza się więc, że ranne często ostre przymrozki mrożą rozsadę. Do tej pory ratowano ją obfitym podlewaniem wodą, czyli poddawano nagłemu odmarzaniu i to dopiero spowodowało prawdziwą klęskę, tym więcej, że po zroszeniu ogrodnik był pewnym że w zupełności zapobiegł złemu i pozostawił roślinę na pełnym słońcu, które dopiero uszkodzoną roślinę dobijało.

Stary ten niczym nie usprawiedliwiony zwyczaj wyrządzał wielkie szkody hodowcom, praktyka dopiero i baczne obserwacje wykazały szkodliwość tego systemu. Okazało się bowiem, że jedyną przyczyną uszkodzeń od mrozu nie tyle było samo przemarznięcie, ile zbyt raptowne odmarzanie tkanek roślinnych. Wskutek tego zastosowano sposób powolnego odmarzania przez utrudnienie dostępu światła i zbytniego ciepła, rośliny więc przemarznięte natychmiast jeszcze przed ukazaniem się słońca okrywano oknami i matami na ciemno i w ten sposób ratunek okazał się jedynie skutecznym.

Sposób ten stosuje się we wszystkich wypadkach przemarznięcia nie tylko tak delikatnych roślinek jak rozsada, ale nawet innych produktów gotowych jak owoce, cebula lub rośliny doniczkowe.

Zraszanie przemarzniętych roślin uznać należy jako sposób szkodliwy, który usilnie zwalczać potrzeba.